Filmy, muzyka, gry

Jest sobota. W sobotę można się nudzić. Nawet należy. Jak ktoś ma swoje hobby to najczęściej w sobotę, jeżeli jest ona dniem wolnym, całkowicie się mu oddaje. Ja szczerze powiedziawszy nie mam swojego hobby. Bo czym może być hobby? Zawsze kojarzyło mi się to ze zbieraniem znaczków, monet, klejeniem samolotów, składaniem samochodów. To jest hobby. Gry? Filmy? Muzyka? Czy można je zaliczyć do hobby? Przez wielu są one do niego zaliczane. Dla mnie to są najczęściej dobra kultury, które co jak co, są konsumowane przez nas każdego dnia. Chyba, że ktoś całkowicie oddaje się pracy, jest pracoholikiem, albo po prostu niczego nie lubi.

Mimo, że gram na gitarze, to ciężko mi to określić jako hobby. Wikipedia mówi co innego i ciężko mi się z nią kłócić… ale ja swoje wiem. Ja robię to codziennie! To nie jest już hobby. To jest nawyk. Moje uzależnienie. Tak jak niektórzy uzależniają się od papierów, tak jak się uzależniam od muzyki. I nie ważne, czy jest to tworzenie jej, odtwórstwo, granie, czy nawet słuchanie. Jest to nieodłączny element mojego dnia. Ewentualnie mogę zaliczyć do tego kolekcjonowanie płyt, ale dałem sobie z tym spokój. Za biedny jeszcze na to jestem. Ale kiedyś stworzę swoją kolekcję płyt, która będzie równo ułożona w półkach i będzie sprawdzana przynajmniej raz w tygodniu.

Pisząc tego posta leci mi w słuchawkach Deadmau5. Najnowszy jego album „while (1<2)”. Wyjątkowo podoba mi się jego nazwa, ze względu na to, że jest poruszona w niej tematyka programowania. Podobno zawsze miał problemy z nadawaniem nazw utworom i często przybierają one komiczną formę, ale zbytnio mi to nie przeszkadza. Jest jeden kawałek, który powoduje u mnie dreszcze. A jest nim „Seeya”. Natknąłem się na niego przypadkowo, na jednej z playlist Spotify. Nawet nie wiedziałem, że jest on jego produkcji. Gdy obserwuje się czyjąś twórczość od prawie 4 lat, to nie ma opcji, aby pomylić jego produkcje. Tego samego dnia, przez cały wieczór słuchałem jego najnowszego albumu, który wtedy był jeszcze całkiem świeży, bo od jego wydania minął dopiero tydzień. Zawsze jak słyszę głos Colleen D’agostino to mam dreszcze. Szczególnie jak trafia głosem w ‚wysokie C’. Muzycy wiedzą co mam na myśli.

Filmy. Szczególnie w tej tematyce uwielbiam twórczość Martina Scorsese. Bo tylko jego znam…? Niezupełnie. Władca Pierścieni Petera Jacksona był również świetny. Filmy Jamesa Camerona? Titanic? Avatar? Całkiem miło się je oglądało, ale jednak to nie było jeszcze to. David Fincher? Również świetny reżyser. Przez długi czas był moim ulubionym, dopóki nie poznałem Martina. Genialny The Social Network, Siedem, Dziewczyna z tatuażem, Panic Room, Fight Club. Jego filmy każdy zna. Nigdy nie przepadałem za to za Quentinem Tarantino. Może jeszcze jestem zbyt młody? Były dobre. Nie neguje tego faktu. Ale brakowało mi w nich czegoś. Czegoś co przykuje widza od początku. Trafia do pewnego grona ludzi i robi to bardzo dobrze. Ja się w tym gronie nie znalazłem. I taki jest ten świat stworzony.

Za co można go lubić? Za zeszłorocznego Wilka z Wall Street. Świetne odtworzenie historii, książki, wypromowanie historii maklera giełdowego. To tylko potwierdza fakt, że życie pisze najlepsze scenariusze. Film zdecydowanie godny polecenia. Trafił w gusta wielu. Na pewno duża tu zasługa Leonarda Di Caprio, który niestety nie dostał po raz kolejny Oscara. Ale komu on potrzebny?

Wyspa Tajemnic. Dawno nie widziałem tego filmu. Leciał dziś w telewizji. Obejrzałem od połowy. Muszę go ponownie obejrzeć, bo jest świetny. Na pewno jest jednym z tych filmów, które ogląda się dwa razy.

Infiltracja! Ponownie Di Caprio oraz Matt Damon. Dwójka świetnych aktorów w jednym filmie. Ogląda się go do końca z zapartym tchem. Chyba Martin i Lenoardo bardzo się ze sobą lubią, bo gra w połowie jego filmów. Mi to nie przeszkadza. Nawet lubię tego aktora i miło się ogląda go na ekranie. Na pewno dziewczynom też to nie przeszkadza.

Gry. Powoli z nich wyrastam. Coraz mniej mnie bawią. Na mojej liście życzeń nadal wisi PlayStatation 4. Zapewne kupię i tą zabawkę. Szczególnie, że wiele osób chwali, że gry odtwarzają na niej w 60 klatkach na sekundę i są całkiem płynne. Na mojego laptopa nie mam już nawet co liczyć. Nie nadaje się on do gier. Można grać… ale nie sprawia to, aż takiej przyjemności. To jest jak jedzenie obiadu na gorącym stole. Jesz, bo jesteś głodny/głodna. Jak już się nasycisz, to jak najszybciej z niego wstajesz bo nie sprawia ci to już przyjemności.

//

Mama powtarza, że jedzenie, które jemy codziennie szybko może nam się znudzić i po pewnym czasie nie będzie ono nam tak samo smakowało. Coś w tym jest. Dlatego nigdy nie oglądam filmów tego samego reżysera hurtem, nie słucham tej samej muzyki, nie gram w te same serie gier. W życiu potrzebna jest odmienność.

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Filmy, muzyka, gry

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s