Leniwy dzień. Czyżby?

Niedziela jest za taki dzień uznawana. Jestem z jednej strony prokrastynatorem, a z drugiej, robię wiele różnych rzeczy. Na pewno nie potrafiłbym usiąść przed telewizorem i oglądać go przez sześć godzin, bo po prostu nie znajduję w nim interesujących mnie informacji. Co innego internet. Jeżeli już przy telewizji jesteśmy. Wczoraj zdałem sobie sprawę, że interesują mnie filmy, w których widzę swoją grupę wiekową. Już jako gimnazjalista oglądałem mnóstwo tego typu filmów. Na pewno były to filmy w zdecydowanej większości „romantyczne”, w których występował Michael Cera. Pamiętam minę kumpla, który się o tym dowiedział… Śmiał się z tego faktu przez dobry tydzień i do dzisiaj mi to wypomina, że oglądałem komedie romantyczne. Ale co z tego? Każdy ma swój gust filmowy. Z tego typu filmów pamiętam, że spodobało mi się Juno, Supersamiec, Nick i Norah, Papierowe serce. We wszystkich filmach grał ten sam aktor. Z seriali za to podobali mi się Kumple, znani w angielskiej wersji jako Skins. W którymś momencie odpuściłem, bo przestała mi się podobać idea serialu, a może… po prostu już dorosłem? Od dawna nie oglądałem nic w tym rodzaju. Chyba, że zaliczymy do tego ‚Jak poznałem waszą matkę’. Ale z filmów? W moim życiu jest jakby dziura, która nie posiada żadnych filmów tego rodzaju. Jednak ostatnio natknąłem się w telewizji na całkiem przyjemny film: ‚Bez miłości ani słowa’, znany jako ‚Stuck in Love’. Pomijając fabułę i bohaterów, którzy byli świetnie wykreowani, film ten miał klimatyczną ścieżkę dźwiękową. Znalazł się w nim między innymi ten kawałek:

Nie będę robił recenzji, ani opowiadał co w nim było. Jestem bardzo słabym recenzentem. Mogę go jedynie polecić, jeżeli ktoś lubi zwykłe dramaty obyczajowe.

Był pewien taki okres w moim życiu, że przestały mi się podobać filmy science fiction. Jak jeszcze Hobbita obejrzałem (w końcu czytałem książkę), tak całą ta otoczka fantasy w ogóle mi się nie podoba. Obiecuje sobie, że obejrzę kiedyś całe Star Warsy, ale nie mogę się w sobie zebrać. I tu już nawet nie chodzi o robienie czegoś wbrew sobie. To jest film przez wielu uważany za najlepszy w klasyce kina. Więc coś w nim musi być na rzeczy. Star Warsy pod postacią gier kiedyś mi się bardzo podobały. Ale to było kiedyś, a teraz się zmieniłem i już nic nie jest takie samo.

Na pewno więcej czytam książek niż kiedyś. Wtapiam się w nie całkowicie, jednak wciąż wiele mi brakuje do książkowego mola. Znam osoby co są w stanie 500 stron w ciągu tygodnia skonsumować. Dla mnie rzecz niewykonalna. Zbyt dużo się skupiam na drobnostkach, za bardzo analizuje treści. Też chciałbym tak fascynować czytelnika treścią, jednak nigdy nie miałem talentu pisarskiego. Mimo, że dużo piszę internetowych treści, to jeśli chodzi o kreowanie świata, wymiękam na całej linii. Tolkien zrobił to świetnie we Władcy Pierścieni. George Martin robi to dobrze w swojej grze o Tron, a S. King? Potrafi stworzyć świetne postacie i osadzić go w swoim świecie, który w ogóle nie rożni się od naszego. To są magicy.

// Dodatkowe notatki.

Wchodzę na Facebooka i widzę inny świat. Firmy błagają o lajki, wrzucają kopiowane treści z innych portali, starają się być fajni. Nie inaczej jest z ludźmi. Byłbym hipokrytą, gdybym powiedział, że ze mną jest inaczej. A raczej było… 5 lat temu jak serwis startował. Teraz jest mi to całkowicie obojętne, czy będę miał ich 5, 10 czy 50. Najeść się nimi nie najem, domu nie posprzątam. Czasem komuś dam przyjacielskiego lajka, aby wyrazić swoje zadowolenie z publikacji jego treści. Bo o to właśnie chodzi? Prawda? Trochę smutno mi się robi, jak ktoś mi piszę na czacie, abym mu coś polubił… bo co ma mi to dać? Co ma to dać jemu? Byłbym po prosty zwykłym pionkiem. Cyferką bez większego znaczenia. To wszystko się liczy do statystyk. I to jest tylko do tego potrzebne. Od dłuższego czasu nie mam potrzeby wrzucania treści na Facebooka. A czemu? Bo nie znajduję odbiorców. Jedynie grupy się jeszcze bronią. Głównie te, które nawiązują do gier komputerowych. Bo wiem, że jak wrzucę tam coś w tematyce gier, a wcześniej mi się to podobało, to jest duża szansa, że im też się to spodoba.

Czasem mi się wydaje, że nie wykorzystałem potencjału Facebooka kiedy była na to odpowiednia pora. Teraz jest już za późno. Facebook jest już passę. Podobnie było z Twitterem, o którym wcześniej wspominałem. Może ja po prostu lubię złe strony? Obserwuje złe osoby? Od paru miesięcy regularnie usuwam z obserwowanych strony, które w ogóle nie wchodzą w mój styl życia. Pomijając „słaby marketing”. A czemu tak? Bo ile można czytać o tym, abym kupił koszulkę zespołu, którego słucham, albo o tym, że organizują koncert, na który się nie wybiorę, bo jest on za oceanem? Lubię was, bo chcę wiedzieć kiedy wydaliście nowy album, piosenkę, wrzuciliście film na YouTube. I tyle. No i o tym, że pracujecie nad nowym albumem. Więcej mnie nie obchodzi.

A teraz przepraszam was. Muszę odlubić parę stron na Facebooku i usunąć parę osób z obserwowanych.

Reklamy

3 uwagi do wpisu “Leniwy dzień. Czyżby?

  1. Też oglądałem komedie romantyczne, kiedy byłem młodszy. Konkretnie dwie, ale za to dużo razy. Uwielbiam „Cztery wesela i pogrzeb” oraz „Nothinghill”. Głównie dlatego, że są naprawdę dobrze napisanymi komediami, a jednocześnie stanowią parodię innych romcomów.

    Lubię to

      1. Raczej człowiek podziwiający Richarda Curtisa jako wyjątkowo dobrego scenarzystę komediowego. Ten facet współtworzył „Jasia Fasolę” i „Czarną Żmiję”, a wszyscy pamiętają z tych produkcji tylko Adkinsona. Aczkolwiek w „Weselach” i „Nothinghill” Grant rzeczywiście odwala kawał dobrej roboty.

        Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s